Raport specjalny - W zwolnionym tempie

Korzystając z pożyczonej kolekcji starych polskich filmów rozkoszuje się naszymi klasykami z lat 50 i 60-tych. Frajda jak nie wiem. Te filmy są nieprzewidywalne. Nie to co te amerykańskie teraz. Oglądasz i zawsze wiadomo co będzie. Nie wiedzieć czemu w pustym pokoju bohaterowie zawsze idą tam gdzie najciemniej, ciągnie ich jak nas do czarnej dziury, lgną do ciemnego miejsca bez końca pytając czy jest tam ktoś, a zabójca przecież i tak zawsze jest...

czytaj więcej czytaj więcej

Przeglądnąłem gazety, aby zrobić mały przegląd wydarzeń. Co tu mamy w polskich piśmidłach? Polityczne gwiezdne wojny, na reszcie stron Doda i Wiśniewski. Przeleciałem więc angielskie. Historia Madelaine miażdży mózgi swym przebiegiem, na reszcie stron Victoria, David, Britney oraz idol grubych ćpunów Pete Doherty i jego wyschnięta eks super eks Kasia Moss. I tak dzień w dzień, tydzień w tydzień. Próbują mnie zalać plotą i sensacją, ale...

czytaj więcej czytaj więcej

Kochana Mamo. Po ciężkim locie dotarłem do miasta wilgoci okazyjnie żałując, że nie zaliczyliśmy wykrakanej przeze mnie "gleby". Czuje się nadal rozdarty pomiędzy dwoma krajami. Myśli na ten temat zawsze atakują mnie, kiedy zmieniam otoczenie. Wmawiam sobie, że jestem Europejczykiem i w rzeczywistości dalej mieszkamy w tym samym kraju, wmawianie jednak czasem nie chce się wmówić.

czytaj więcej czytaj więcej

Leciał, leciał i doleciał. Za każdy kilogram nadbagażu zapłaciłem więcej niż za kilo burgundzkich trufli, a wystarczyło wziąć trochę rzeczy do ręki, bo nie miałem bagażu podręcznego. Trudno, za głupotę i lenistwo trzeba płacić.

czytaj więcej czytaj więcej

Leżę sobie na słoneczku, jeziorko, plaża, kolega zagaduje wszystkie kobiety na około, a mnie gryzie końska mucha. Czy one nie powinny gryźć koni? Delektuję się Polską. Jem najlepsze na świecie zupki mojej Mamci, pierogi, kopytka, tudzież barszczyk, oj joj. Pomidory i ogórki smakują jak pomidory i ogórki. Teraz wiem, jak mi tego brakowało. Nawet pomidor może odmienić twoje życie;)

czytaj więcej czytaj więcej

Hurrrraaaa! Jadę na wakacje! Wreszcie opuszczam ten zawilgocony Londek Niezdrój. I to jadę nie byle gdzie, tylko do pięknego, zielonego i słonecznego kraju nad Wisłą, zwanego Polską. Jakoś wolę Polskę od Ibiz, Majorek i innych takich. Ciężko mi to było tylko wytłumaczyć Anglikom, że przepiękne miejsce mojego wypoczynku nazywa się Hel, co w tubylczym dialekcie znaczy piekło (to informacja dla tych, którym zrobiono polskie znaki drogowe;)

czytaj więcej czytaj więcej